21 marca 2017

Niebo jest wszędzie - Jandy Nelson


Siedemnastoletnia Lennie jest załamana po niespodziewanej śmierci starszej siostry. Jedyną osobą, przy której czuje mniejszy ból, jest chłopak siostry, Toby, który cierpi tak samo jak ona. Są ze sobą coraz częściej, coraz bliżej. Nic nie mogą na to poradzić – ani na potworne wyrzuty sumienia. 
Wszystko staje się jeszcze bardziej trudne, gdy w szkole zjawia się nowy chłopak, Joe. A Lennie z przerażeniem odkrywa, że nie może przestać myśleć o jego czarnych oczach i miękkich ustach... 
Czy można przeżywać żałobę i myśleć o chłopaku? Rozpaczać i równocześnie być tak szczęśliwą? 

A może miłość jest właśnie po to, by nie dać się prześladować temu, co przepadło, i tylko trwać w zachwycie nad tym, co było...


Niebo jest wszędzie przeczytałam już jakiś czas temu, ale dopiero teraz jestem w stanie napisać coś o tej książce.

Jest ona tak skrajnie emocjonalna, że raz lecą Ci łzy wzruszenia, a za chwilę śmiejesz się do rozpuku.

Książka porusza bardzo smutny temat - śmierć. W tym przypadku, dla Lennie umiera siostra. Siostra, z którą była bardzo zżyta. Dzieliły nie tylko pokój, ale także swoje radości, smutki, wzloty i upadki. Były nierozłączne, nawet gdy na drodze jednej z nich stanął chłopak. Bailey odchodzi zupełnie niespodziewanie. Dla rodziny oraz jej chłopaka jest to ogromna tragedia. Każdy, na swój sposób stara się z tym pogodzić. Jednym wychodzi to lepiej, innym gorzej.

Sam proces tej żałoby, tego jak Lennie sobie z nią radzi, bądź nie, był moim zdaniem naturalny. Myślę, że każdy, kto kiedyś stracił kogoś bardzo bliskiego, w chwilach szczęścia zastanawiał się: "Jak mogę w takiej chwili być szczęśliwa? Przecież całkiem niedawno odeszła bliska mi osoba. Powinnam przeżywać żałobę, a nie cieszyć się z udanego spotkania z nowo poznanym facetem. Właśnie, czy w ogóle powinnam była się z nim spotykać? Czy nie powinnam zamknąć się w domu i ryczeć w poduszkę?" Bycie szczęśliwym w takim momencie wydaje nam się co najmniej nie na miejscu. To jest mylne myślenie, nie zmienia to jednak faktu, że w takich chwilach, często przychodzi nam to do głowy. Podobnie jest z Lennie. Ma ogromne wyrzuty sumienia, że potrafi się uśmiechać, a nawet śmiać, że całuje się z chłopakiem i odczuwa przyjemność, że cokolwiek sprawia jej radość.

I o tyle, o ile to jest naturalne i jak najbardziej to rozumiem, to nie mogę zrozumieć więzi, która narodziła się miedzy nią, a Toby'm - chłopakiem jej siostry. Totalnie tego nie rozumiem. Nie wiem, jak ta relacja miała im pomóc w pozbieraniu się po śmierci Bailey. Nie potrafię sobie tego wyobrazić i jest to dla mnie jakaś abstrakcja. Zwłaszcza, że jak sama Lennie twierdziła, nic do niego nie czuła, żywiła natomiast uczuciem innego chłopaka..

Po za tym książka bardzo mi się podobała. Dużo dawały skrawki rozmów sióstr, wiersze, które Lennie spisywała na kartkach, kubkach, papierkach po cukierkach i rozrzucała po mieście. Dzięki temu dużo dowiadujemy się o łączącej je więzi, łatwiej jest nam się wczuć w tę książkę.

Ogólnie czytało się ją naprawdę szybko i przyjemnie. Na tyle na ile temat śmierci, może nie tyle samej śmierci, co całej tej jej otoczki, smutku, żałoby może być przyjemny. I mimo tej absurdalnej relacji Lennie z Tobym, oraz tego, że Lennie chwilami bardzo mnie irytowała, ta jej egoistyczna natura, która gdzieś tam momentami wypływała na powierzchnię, książka naprawdę mi się podobała i z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić.


Żałoba jest na zawsze. Nie odchodzi; staje się częścią ciebie, idzie z tobą krok w krok, oddech w oddech. Nigdy nie przestanę opłakiwać Bailey, bo nigdy nie przestanę jej kochać. Po prostu tak już jest.  



To taki potworny wysiłek, nie dać się prześladować temu, co przepadło, i tylko trwać w zachwycie nad tym, co było. 



Miłość jest silniejsza od wszystkiego, nawet od śmierci. 



Ale skoro jesteś kimś, kto wie, że w każdej chwili może się stać najgorsze, to czy nie jesteś jednocześnie kimś, kto wie, że w każdej chwili może się stać najlepsze? 



Co można zrobić, kiedy najgorsze, co się może stać, naprawdę się staje? 



Siedzę w ciemności, milcząca, starając się odzyskać kontrolę nad oddechem, nad życiem, włożyć moją własną bluzkę na moje własne ciało. Czuję się tak, jakby pod moimi stopami płynęła rwąca rzeka(...) 



Ten facet potrafiłby mnie sprowokować do uśmiechu nawet gdybym wisiała na szubienicy. 



Nienawidzę, kiedy wszyscy mi mówią, że noszę Bailey w sercu. Mam ochotę na nich wrzeszczeć. Nie chce jej w sercu! Chcę ją w kuchni z Lennie i ze mną. Chcę ją nad rzeką z Tobym i z ich dzieciakiem. Chcę ją na scenie, jako Julię i Lady Makbet, wy głupi, głupi ludzie. 



Mam tylko ochotę zwinąć się w kulkę i odturlać jak najdalej. 



(...)wyglądałam przez okno na szary świat i czułam ulgę, że chociaż słońce miało dość przyzwoitości, żeby się od nas odpieprzyć. 



Każdego dnia. Każdej godziny. Na całym świecie są rodziny patrzące na łóżka, w których nikt już nie śpi, na buty, których nikt już nie nosi. Rodziny, które nie muszą już kupować jakichś płatków śniadaniowych, jakiegoś szamponu. Wszędzie są ludzie, którzy stoją w kolejkach do kinowej kasy, kupują zasłony, wyprowadzają psy, chociaż ich serca rozdzierają się na strzępy.



14 komentarzy:

  1. Niestety mimo, iż początkowo mnie zaintrygowała to ostatecznie chyba nie mam na nią ochoty. Przede wszystkim ciekawe dla mnie jest to przeżywanie żałoby.
    Mamy problem z tym, czy mamy prawo do radości w okresie żałoby, nie pozwalamy sobie na radość, lub mamy głębokie poczucie winy, kiedy się pojawi. Ten dysonans bierze się z tego, jak zostaliśmy wychowani społecznie, tym bardziej, że śmierć pozostaje w pewnej przestrzeni tabu. Warto w takich chwilach postawić sobie jedno ważne pytanie "Jakiego życia życzyłaby mi zmarła bliska osoba? Czy pozbawionego radości i szczęścia?" - ja odpowiadam, że nie. Smutek po stracie zawsze pozostaje w sercu, i to nie na okres żałoby takiej widocznej, ale na zawsze, bo już zawsze będzie się odczuwało ten brak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak.

      "Żałoba jest na zawsze. Nie odchodzi; staje się częścią ciebie, idzie z tobą krok w krok, oddech w oddech. Nigdy nie przestanę opłakiwać Bailey, bo nigdy nie przestanę jej kochać. Po prostu tak już jest. "

      Usuń
    2. Cytat idealnie ilustrujący moją myśl :)

      Usuń
  2. Chyba nie dla mnie, przynajmniej nie w tym czasie :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam już bardzo dawno temu, książka na prawdę dobra i mam nadzięję, że pozwolisz mi spisać sobie do notesu te wspaniałe cytaty. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytam na pewno, bo jakiś czas temu kupiłam :) Świetne cytaty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety książka nie dla mnie :(


    www.sanszu.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. To chyba jedna z niewielu książek, w której jest dobrze przeżywana żałoba. Zazwyczaj jest tak, że bohater przez pięc kolejnych lat do nikogo się nie odzywa ALBO po tygodniu już prawie nie pamięta o swoim zmarłym. Będę miała tę książkę na uwadze przy kolejnych zakupach :)
    Pozdrawiam cieplutko, Książkowy zakątek

    OdpowiedzUsuń
  7. Może zdecyduję się sięgnąć po tę książkę za jakiś czas :)

    Pozdrawiam ♥
    yudemere

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie słyszałam nigdy o tej książce. Wydaje się być interesująca.
    Pozdrawiam
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam, naprawdę świetna książka, bardzo wzruszająca, popłakałam się przy niej :)
    Pozdrawiam
    http://tworze-czytam-fotografuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Do ksiażki zachęca mnie motyw śmierci i załoby. Jestem skłonna ją przeczytać po zapoznaniu się z twoją recenzją.
    + obserwuje
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Byłoby mi bardzo miło, gdybyś zostawił/a po sobie jakiś ślad! ;)